Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 205 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Bożena Kaczorowska

sobota, 03 września 2011 18:30

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bożena Kaczorowska

 

 

Absolwentka Szkoły Rzemiosł Artystycznych na Warszawskim Żoliborzu. Ukończyła także Podyplomowe Studium  o kierunku dekorator wnętrz. Ma na swoim koncie kursy florystyczne. Mieszka i pracuje w Warszawie. Publikuje w internecie na kilku portalach poetyckich. W tym roku zdobyła prestiżowe nagrody w kilku Konkursach Poetyckich:

 

- II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Marka Hłaski w Chorzowie.

 

- II miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Kazimierza Hoffmana w Bydgoszczy.

 

- III miejsce w  Ogólnopolskim Konkursie Literackim „ O laur Konika Morskiego” w Świnoujściu,

- oraz I miejsce w Konkursie Jednego Wiersza w Łomiankach.

 

Jej wiersze znajdują się także w kilku zeszłorocznych antologiach pokonkursowych.

Publikowała także kilka wierszy w almanachu „Furtka”.

 

 

 

 

 

 

 

WIERSZE

 

 

 

 

Dźwignia

 

 

 

Możesz mieć przez chwilę przewagę.

Dźwignia unosi cię wyżej, i wyżej.

Po czym opada gwałtownie.

Nawet nie skupiasz się na tym.
Niektórzy lubią takie pierdoły,

 

zaczepiają się o element

i wkoło to samo.

Trach! I załapało.

 

 

 

 

 

 

Epistolarna                                                          

 

 

 

Gramy w słówka. To się nazywa:

choroba duszy z powikłaniami.

 

Trzeba ją przejść jak ospę,

albo świnkę.

 

Powiedział, że zapominanie

jest darem od Boga.

 

Też bym chciała czasem,

nie pamiętać.

 

Zajmuję czymś ręce;

otwieram weki,

 

wyjadam resztki z lata,

i sprawdzam

 

położenie słońca na szybie.

Wczoraj zmienili czas na letni.

 

Wykręciłam numer ale telefon

milczał. Miał prywatną sekretarkę.

 

Nie dopuściła mnie do głosu.

 

 

 

 

 

 

Ławice

 

 

 

Uskok. Wie, że trzeba cierpliwie

czekać. W tym miejscu woda

podchodzi pod krawędź, burzy nurt.


Ryba skacze. Ryba sama wpada

do pyska. Trzeba tylko rozdziawić

i kłapnąć w odpowiednim momencie.

Trzeba mieć ten dryg.

 

Małe płotki wpadają w panikę.

Szarpią, próbują się z siecią.

Ale mocne są oczka wontonów.

 

Tkane z zamysłem. Stąd nie ma

ucieczki.

 

 

Są tylko zmagania.

 

 

 

 

 

Nowożeńcom

 

 

Musi się wszystko przegryźć.
W krysztale łamie się
światło. W trójkącie
przypomina bryłę
lodu.

A może nawet śnią się

brylanty
w tym
szkle.

Na palcu błyszczy metal.
Z pozoru przyjazny

sercu

 

element
uzależnienia.


Na otarcie łez

konfetti.

 

 

 

 

 

 

paź królowej

 

 

na liściu drży nerw. masz wrażenie,
że był tu przed chwilą.

 

Intonował muzykę, podawał akord.
zamykasz oczy.

ręka pianisty dotyka klawiszy,
po czym unosi się w górę.

 

kiedy myślisz, że płynie spokojnie

w kierunku czoła, nagle wraca.

 

z impetem uderza w klawisze.
młoteczek dotyka struny.

wiesz, że nic nie dzieje się przypadkiem.
czasem tylko wymyka  spod kontroli.

świerszcz z natury uwodzi księżyc.
szuka w nim błękitu nieba.

 

 

 

 

 

 

punkt obserwacyjny

 

 

tu się zaczyna i kończy wszystko.

na dachu budynku.

 

czuły punkt odniesienia.

 

unosisz głowę i jeden ruch łączy

ekstazę z nadlatującymi samolotami.

 

w taki sposób się dorasta. na wprost

jest lotnisko, a za nim kolejny,

 

stumilowy las. lećmy już.

 

sprawdzamy tory pochyłe, robimy to

na wyprostowanych nogach;

 

lotka, skrzydło, lotka- zamknij dziób!

nie wychylaj się za mocno.

 

najlepiej zajmij miejsce w środku!

rozdziawione gęby, jak to- gdzie?

 

dokładnie w tym miejscu, w którym mamy

połączenie! (pytasz, jak byś nie wiedział.)

 

wciąż daleko nam do drzew. gubią się

także ptaki nocą. tracą orientację.

 

zróbmy to w dzień, lub

przy zapalonych reflektorach.

 

 

 

 

 

 

Wołaj mnie od Tam do Tu

 

 

Mam na imię To Tam.  Ale nie wołaj mnie

zbyt często. Rozpuszczam właśnie włosy

i mocno mydlę twarz.

 

Oczy mam wciąż szerokie i rozwarte.

Gotowe szukać ciebie na końcu balii.

Nawet na dnie.

 

Wtedy jesteś tylko dla mnie, mydlana bańko.

Tak, tak, kolorowa impresjo. Nie pękaj,

zbyt łatwo pęka świat i odkształcają się dłonie.

Potem toną niezatapialne okręty. Łamią się

kruche lody pod stopami. Zapowiadają powodzie.

I na co to wszystko?

Po wielkiej wodzie nie spodziewaj się zbyt wiele.

Tu, na ogół, kończy się mydło, i pienią puste butelki.

A po reklamie szamponu, zostaje krótkotrwały połysk. 

 

Świeci tylko czarna dziura w emalii.

 

 

 

 

 

 

zielona dolina

 

 

pochylam się nad tobą człowieku
z doliny. zakładam maskę zdejmuję

dotykam oczu.

są prawdziwe. nieomylnie lustrują

przedziały. dokonują konsensusów.

wiem, że z nadejściem świtu znikniesz.
jak znikają leśne elfy. dobre duszki boru.

albo ja zmienię przemieszczenie. ty zaś

stał będziesz nieruchomo, trzymając

 

w rękach płaski czerwony kamień.
który niczym podstawka na ciepłe słowa

 

będzie rozjaśniał myśli, zjawom takim jak my.

 

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  157 311  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Galeria RSTK W-wa

O naszym bloogu

Prezentacja twórczości członków Grupy Literackiej Wena-RSTK Warszawa

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 157311
Wpisy
  • liczba: 523
  • komentarze: 150
Galerie
  • liczba zdjęć: 43
  • komentarze: 3
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2837 dni